„Grzeczne dziecko”

Czy zastanawiałeś/aś się kiedykolwiek nad pojęciem “grzeczne dziecko”? Ja bardzo długo nie. Jako dziecko szybko zorientowałem się, że jeśli będę grzeczny, to będę kochany i akceptowany. Że nikt się nie będzie “za mnie wstydził” (Tak mówili dorośli- że można się za kogoś wstydzić). Że nikt nie będzie się o mnie martwił. Że będę się czuł w miarę bezpieczny. Że dorośli będą mnie lubić. Nie będą mi zwracać uwagi. Nie będą przewracać oczami. Nie będą się na mnie złościć. Powoli tworzyłem w swojej głowie bazę danych tego, co dorośli uważają za grzeczne i tego, co uważają za niegrzeczne. Czasem byłem lekko skonfundowany, bo zdarzało się, że gdy zrobiłem coś “niegrzecznego”, to jeden dorosły był zdenerwowany, a drugi zdawał się nie zwracać na moje zachowanie w ogóle uwagi. Nie rozmyślałem jednak nad tym tematem, ponieważ miałem ważniejsze rzeczy do roboty. Musiałem w końcu skupić się na pilnowaniu tego, żeby być “grzecznym”. I tak, przypięła się do mnie piękna, kolorowa łatka z napisem “grzeczne dziecko”. Troszkę jakby tak uwierała… ale to nic.

“Łukaszek, ale Ty to jesteś grzeczny chłopak”.

“Ale z Was szczęściarze, że macie takie grzeczne dziecko”.

“Łukasz to taki porządny, grzeczny chłopczyk”.

“Jak będziesz grzeczny, to dostaniesz prezent od Mikołaja”

“Jak będziesz grzeczny, to…”

Pewnego dnia stało się coś dziwnego. Gdy wracałem ze szkoły, to Pani Wanda – nasza sąsiadka, usłyszała, że “mówię brzydkie słowa”. Zauważyłem to zaraz po swoim siarczystym i głośnym bluzgu. Zobaczyłem wyraz twarzy Pani Wandy pełen zdumienia, przechodzącego w złość. Moje ciało opanował przeszywający strach.

Wiedziałem, że powie rodzicom.

Wiedziałem, że Tato będzie zły.

Wiedziałem, że dorośli się zorientują, że tak naprawdę, to jestem “niegrzeczny”.

W sumie nie ma się co dziwić. Powinienem był przewidzieć, że tak się prędzej czy później musi stać. Że ktoś nakryje mnie na mówieniu “brzydkich słów” i byciu “niegrzecznym”. Przecież “grzeczne” dzieci nie mówią “brzydko”. A mówiłem bardzo dużo “brzydkich słów”. Nie wiedziałem dlaczego. Po prostu tak było. Ba! Mówiłem najwięcej ze wszystkich! Raz nawet Marcin – mój starszy kolega (miał chyba ze 12 lat!), podczas gdy graliśmy w gałę na podwórku, rzucił do mnie: “Ja pierdolę Łukasz. Ty non stop bluzgasz! Non stop! Zauważyłeś?”. Ale nie był na mnie zły.

Był taki… normalny. Uśmiechnąłem się i odpowiedziałem z satysfakcją: “No kurwa jasne, że zauważyłem!”.

Zorientowałem się już dawno, że inne dzieciaki nie mają mi za złe, że jestem “niegrzeczny”. Ba! Byłem przez to nawet trochę bardziej popularny. Życie płynęło, a ja z dnia na dzień uzupełniałem swoją bazę danych. W pewnym momencie już bardzo sprawnie nawigowałem pomiędzy byciem “grzecznym” i “niegrzecznym”.

Wiedziałem już, że będę “grzeczny” jeśli:

… nie będę się wtrącał jak dorośli rozmawiają

… będę miał dobre oceny w szkole

… nie będę okazywał złości

… nie będę płakał z “byle powodu”

… nie będę “dramatyzował”

… dość szybko uspokoję się po komendzie “uspokój się!”

… nie będę okazywał smutku

… nie będę zajmował się “głupotami”

… nie będę zadawał się z “niegrzecznymi” kolegami

… nie będę wychodził za blok

… będę wracał zawsze na czas, a najlepiej przed czasem

… będę “ładnie” siedział

… będę “ładnie jadł”

… będę “ładnie”, wyraźnie mówił

… będę “ładnie” czytał

… będę “ładnie” umiał tabliczkę mnożenia na wyrywki

… będę powstrzymywał się od nerwowych tików kiedy inni są wokół

… będę szanował starszych (nie wiedziałem do końca co to znaczy, bo nikt mi nie wytłumaczył, ale całkiem nieźle szło mi “na czuja”)

… będę robił tak, jak Tata mi każe

… będę czytał książki (bo ja to “mam wstręt do książek”)

… będę oglądał filmy przyrodnicze (bo ja to “niczym się nie interesuję”)

… nie będę głośno się zachowywał

… nie będę “robił scen”

… nie będę sprawiał, że ktoś będzie się za mnie wstydził (też nie wiedziałem do końca o co chodzi, ale tak jak z tym szacunkiem do starszych – na czuja szło mi świetnie!)

… nie będę dawał powodów, żeby dorośli się martwili

… nie będę dłubał w nosie

… będę “ładnie” się mył

… będę sprzątał swój “burdel” w pokoju (który “mam wiecznie”)

… będę “grzecznie” się odnosił do innych

… będę kładł się spać o określonej porze

… nie będę marudził

… będę wyrozumiały dla dorosłych

… będę “ładnie” się ubierał

… będę nosił rajstopy pod spodnie jak jest zimno (Na to miałem też sposób. Zdejmowałem ja na półpiętrze po wyjściu do szkoły. No bo jak był WF, to pokazanie się w rajstopach w szatni było katastrofą!)

… będę doceniał wysiłki dorosłych, którzy robią coś “dla mnie”;

… będe im za to bardzo wdzięczny

… będę pamiętał o urodzinach i imieninach i robił laurki

… będę miał “wzorowe” zachowanie w szkole

… nie będę miał uwag w dzienniku

… nie będę miał jedynek, dwójek i trójek

… nie będę chodził jak “flejtuch”

… będę bardzo kochał Mamę i Tatę

… będę bardzo lubił chodzić na rodzinne przyjęcia

… nie będę sprawiał nikomu przykrości odmawiając czegoś, co zrobił “dla mnie”

… będę przepraszał (a najlepiej kilka razy) kogoś jeśli zrobię mu “coś złego”

… będę prosił o wybaczenie

… będzie mi przykro jeśli kogoś zranię swoim “złym” zachowaniem

… będę się szybko uczył

… będę “odpowiedzialny”

… nie będę wdawał się w bójki

I mimo tego, że baza danych była już dość pokaźna, to warto było się jej nauczyć na pamięć. Nagroda była wspaniała! Nie czułem się niekochany. Nie czułem się nieakceptowany. Dorośli nie wstydzili się za mnie. Nie martwili się o mnie.

Dziś mam 37 lat i wiem już, co kryje się pod pojęciem “grzeczne dziecko”. Grzeczne dziecko, to dziecko, które spełnia oczekiwania dorosłych. Grzeczne dziecko, to dziecko, które zachowuje się tak, że dorosły nie musi mierzyć się z rzeczami, z którymi sam sobie nie radzi.

“Grzeczne” i “Niegrzeczne” dziecko to tylko słowa. To ocena zachowania. Całkowicie subiektywna i nie uwzględniająca potrzeb, pragnień i przekraczanych granic. Nie uwzględniająca prawdziwej natury dziecka. Nie mająca nic wspólnego z czystą, bezinteresowną miłością, troską i akceptacją.

Dziś już wiem ponad wszelką wątpliwość, że dzieci uczą się “być grzeczne”, bo pragną miłości. Bo desperacko błagają o akceptację. Bo panicznie boją się odrzucenia.

Gabor Mate, jeden z moich największych autorytetów powiedział kiedyś coś, co bardzo głęboko mnie porusza. Coś, co składa układankę “grzeczności” i “niegrzeczności” w jedną całość.

Powiedział, że każdy człowiek ma dwie fundamentalne, głęboko zakorzenione potrzeby. Pierwsza to potrzeba przywiązania (attachment), a druga, to potrzeba bycia autentycznym (authenticity). Potrzeba przywiązania, to potrzeba bycia kochanym i kochania drugiego człowieka, bycia zaopiekowanym i opiekowania się. Potrzeba bycia autentycznym, to potrzeba pełnego wyrażania swoich emocji, zaspokajania potrzeb i pielęgnowania swoich granic. Gdy bezbronne, nieświadome dziecko nie czuje przywiązania, to żeby je poczuć, poświęca potrzebę bycia autentycznym…

Potem to samo dziecko staje się dorosłym, który w pewnym momencie uświadamia sobie, że “nie wie czyim życiem żyje”. Dorosłym, który nie potrafi zadbać o swoje potrzeby. Nie potrafi zadbać o swoje granice i nie potrafi być sobą…

Może Cię również zainteresować