„A dlaczego Tato?”

Pamiętam jakby to było dziś. Byliśmy z córką w Empiku. Aktualny szał na laleczki LOL Suprise powodował, że duże sieciówki udostępniały całe regały na zabawki i gadżety tej marki.

Już widzę ten wzrok. Już widzę te słodkie, niewinne oczka 🙂

– „Tatooooo…” (ona już wie, że ja wiem)
– „Słucham żabko?” – odpowiadam jakbym nie wiedział, że ona wie, że ja wiem 🙂
– „A kupisz mi tego LOLa”?

Pierwsze, co intuicyjnie przychodzi mi na język, to oczywiście „Nie”, lub „Nie kochanie”, lub dyplomatyczne „Zobaczymy”.

Pamiętam akurat ten dzień, bo w tamtym momencie coś mnie olśniło. Byłem już kilka miesięcy w procesie wzmożonej uważności na znaczenie słów, które wypowiadam, na moją odpowiedzialność za to co mówię i na odróżnianie tego w jaki sposób słowa i energię interpretuje dziecko, a jak dorosły.

W pół sekundy przez moją głowę przebiegły dziesiątki zdań konwersacji z samym sobą.

„No właśnie. Dlaczego nie…?”

„Bo nie?… Najgorsza opcja…”

„Bo za drogo? Co to znaczy za drogo? A kiedy byłoby tanio? Ja sobie kupuję droższe rzeczy, które służą mi jako rozrywka…”

„Nie mam pieniędzy? Przecież mam…”

„Bo masz już dużo zabawek! A co to znaczy dużo zabawek? I kto określa kiedy to już jest dużo i na jakiej podstawie? A co będzie jeśli ktoś jej da zabawkę w prezencie? Wtedy już nie będzie za dużo?”

„A po co Ci ta lalka? A co jak odpowie: Do zabawy Tatusiu…?”

W jednej chwili dotarło do mnie jak bardzo inna jest jakość komunikacji, gdy moim celem i zasadą jest bycie szczerym w rozmowie z dzieckiem. Nawet jeśli temat z perspektywy dorosłego wydaje mi się totalnie błahy i bez znaczenia.

Dotarło do mnie też to, jakie to jest trudne! Jak trudno, nam dorosłym wyjść ponad swoje emocje, frustracje, zniecierpliwienie. Jak trudno, w natłoku spraw, kłopotów, bodźców, w świecie, w którym „każdy czegoś od nas chce”, zatrzymać się przy pytaniu naszego kochanego dzieciaka i potraktować je z należytą powagą i uważnością.

To od tego, co odpowiem na pytanie „Dlaczego?” zależeć będzie, czy w oczach dziecka nie wyjdę na hipokrytę (choć w tak młodym wieku dziecko jeszcze tak tego nie nazwie), czy zaspokoję ciekawość mojego dziecka, czy będzie się czuło zauważone czy zlekceważone, czy będzie się czuło ważne, czy będzie się czuło bezpiecznie w relacji ze mną i czy ogóle będzie czuło sens zadawania mi pytań.

Wreszcie, od moich odpowiedzi na pytanie „Dlaczego Tatusiu?” będzie zależało to, czy moje dziecko przekona się, że warto jest w życiu zadawać pytania, które je nurtują… czy warto jest iść za swoją ciekawością… czy może to się nie opłaca, bo i tak na większość „dlaczego” nie uzyskało odpowiedzi.

Ciekawość to wytrych do wielu drzwi. Mi, jako dziecku wielu dorosłych kazało się nie wychylać, interesować się tylko tym, co według nich użyteczne, nie zajmować się pierdołami i nie zadawać „głupich pytań”.

Powiem Ci, że takie nieustanne poważne i uważne traktowanie dziecięcego „Dlaczego?” pozwoliło mi na dojście do momentu, kiedy zamiast przewracać oczami, odczuwam naprawdę szczerą radość, że moje dziecko właśnie mnie pyta „Dlaczego?”. Że wciąż czuje taką potrzebę. Ja bardzo chcę tą potrzebę w niej pielęgnować i zaspokajać ją najlepiej jak potrafię.

Po jakimś czasie, oprócz „Dlaczego?” w sklepie z zabawkami, zaczęły pojawiać się pytania:

„Tato, a jak myślisz… dlaczego ludzie słuchają muzyki a zwierzęta nie?”
„Tato, a opowiesz mi jak bawiłeś się z kolegami jak byłeś mały?”
„Tato, a jakie jest Twoje największe pragnienie?”

Wiem, że te pytania rodzą się z poczucia bezpieczeństwa, że zostaną potraktowane poważnie. Wiem też, że za każdym z tych pytań coś się kryje. Tym bardziej jestem wdzięczny sobie i ludziom, którzy mnie uczą i inspirują, że mam niesłychane szczęście móc zaspokajać ciekawość dziecka.

Czy zdarzyło się Wam kiedyś zatrzymać przy „Dlaczego Mamo? / Dlaczego Tato?”.

Może Cię również zainteresować