„Dlaczego dzieci się od nas oddalają?”

Czasami jest tak, że pomimo naszych najlepszych intencji, najogromniejszej miłości i największych starań, nasz kochany dzieciak bardzo wyraźnie i sukcesywnie się od nas oddala.

Czasami w momencie apogeum przeistacza się to w coś w rodzaju nienawiści, kiedy to nasza kochana i grzeczniutka niegdyś córeczka zatrzaskuje się pokoju i każe się nam wynosić, zasadniczo i wyraźnie twierdząc, że nas nienawidzi.

Dlaczego tak się dzieje?

Przyczyny takiego stanu rzeczy mogą być oczywiście różne, ale okazuje się, że bardzo często u podłoża leży powiększająca się luka w więzi pomiędzy nami, a naszym dzieckiem.

Bardzo znaczącym i powszechnym czynnikiem wpływającym na to, że więź słabnie, jest to, że z ogromnym zaangażowaniem skupiamy się na korekcie zachowań naszych dzieci, zupełnie nie biorąc pod uwagę tego kim dla dziecka jesteśmy.

Ktoś kiedyś ukuł bardzo ciekawą sentencję, że korygowanie zachowania dziecka bez wglądu w jego przyczynę jest jak przepisywanie komuś mocnych leków bez zdiagnozowania choroby.
I rzeczywiście, jeśli nam – dorosłym, lekarz przepisałby antybiotyk bez zbadania co nam dolega, to w najlepszym przypadku, dostałby siarczystą wiązankę epitetów.

Natomiast z uwagi na to, że nie uczą nas w szkole diagnozowania przyczyn zachowań naszych dzieci, (ale za to możemy po latach wyrecytować z głowy wzory skróconego mnożenia), to widzimy tylko to, co jest na pierwszym planie, czyli zachowanie dziecka. I na to też reagujemy.

Pomijając już fakt, że próba zmiany zachowania naszych dzieci poprzez zakazy, nakazy, kary i nagrody jest jak przelewanie szlamu z jednego wiadra do drugiego, to oprócz tego, że w domu panuje permanentna atmosfera żalu i terroru, dzieje się coś znacznie bardziej istotnego.

Luka w więzi.

Tworzy się wspomniana wcześniej luka w więzi. A ponieważ nic w przyrodzie nie ginie, a naturalna potrzeba więzi z drugim człowiekiem jest zjawiskiem występującym w przyrodzie, to żeby przeżyć, dziecko tak czy inaczej tą lukę zapełni. Oczywiście zupełnie nieświadomie.

Najczęściej, zapełnienia luki w więzi dziecko szuka u rówieśników. Mechanizm ten i jego przyczyny to zupełnie oddzielna historia, ale o niej jeszcze nie raz wspomnę. I my – Rodzice, często mylimy taką dynamikę z tym, że nasze dziecko staje się niezależne. Otóż okazuje się, że nie tak to działa.

Więź między dzieckiem a figurą przywiązania opiera się na zależności. I tutaj warto sobie uświadomić, że niezależnie od tego jak wygodne dla nas jest tak zwane uniezależnienie się dzieciaka od nas, to nigdy nie jest to prawdziwa niezależność.

Jest to coś, co Gordon Neufeld nazywa przekierowaniem przywiązania (attachment shift). Nasze dziecko, nie czując od nas zrozumienia i troski na głębokim poziomie, przekierowuje swoje przywiązanie na rówieśników. A dwa kroki za przywiązaniem dumnym krokiem człapie zależność.

Właśnie dlatego największym dramatem i najbardziej dotkliwą karą, jaką możemy dać dziecku, które przekierowało swoją więź na rówieśników jest szlaban na kontakt ze znajomymi. Gdyby nasze dziecko było niezależne, nie byłoby żadnego dramatu.

Może Cię również zainteresować