„Jak wzbudzić w dziecku zaangażowanie?”

Z odpowiedzią na tytułowe pytanie przychodzi jak zwykle niezawodny Gordon Neufeld:

„Nie możemy wymusić zaangażowania, ale możemy do zaangażowania zaprosić”.

Pod tym prostym zdaniem kryje się całe sedno tego, dlaczego nasze dzieci często stawiają zupełnie nieuzasadniony dla nas opór w momencie, gdy chcemy je do czegoś namówić.

Dzieje się tak, ponieważ w kwestii zaangażowania, z dzieciakami jest jak z dorosłymi – im bardziej je do czegoś pchamy, tym większy stawiają opór.

Różnica polega na tym, że kiedy pchamy do czegoś drugiego dorosłego, on może pokazać nam środkowy palec, obrócić się na pięcie i odejść.

Dzieci nie mają takiej możliwości, ponieważ są od nas zależne, przez co w wielu sytuacjach najzwyczajniej w świecie – nie mają wyboru.

Muszą zrobić to, co im każemy, bo cena odmowy jest zbyt wysoka.

Złudna skuteczność presji i logicznej argumentacji.

Presja rodzi opór. To zasada stara jak świat, ale żeby ją dostrzec w życiu, należy najpierw zauważyć kiedy jesteśmy źródłem takiej presji.

Rzeczą, która najszczelniej zasłania nam oczy są nasze dobre intencje.

Świetnym ku temu przykładem może być chęć nauczenia dziecka języka obcego.

Intencje są jasne, klarowne i płyną prosto z serca. Język obcy ułatwi naszemu dziecku życie, otworzy nowe możliwości komunikacji, znalezienia ciekawej pracy, poznania innych kultur i różnych zakątków świata.

Okazuje się, że intencje nie wystarczą, a ważniejsze od intencji jest to, kim jesteśmy dla dziecka w trakcie ich realizacji.

Po raz kolejny kłania się tutaj zasada, że dzieci nie są miniaturowymi wersjami dorosłych.

Dlatego też, nasza logiczna argumentacja dotycząca wspaniałych korzyści wynikających z nauki języka obcego może totalnie do dzieciaka nie trafić.

Czasem gdy popełniam ten błąd, jestem w stanie się zatrzymać na moment i zadać sobie pytanie:

„Łukasz – czy Ty naprawdę sądzisz, że Twoje 10-letnie dziecko podziękuje Ci teraz za dobrą radę, usiądzie w skupieniu, przeanalizuje wszystkie za i przeciw i podejmie tą jedną – słuszną decyzję?”

No nie! Tak to nie działa. Świat dzieci to nie świat dorosłych!

Jeśli zamiast zaprosić nasze dziecko do zaangażowania, będziemy starać się złamać opór „siłą” naszych argumentów, porównywaniem do innych dzieci, straszeniem konsekwencjami, groźbami lub szantażem emocjonalnym – możemy jak najbardziej osiągnąć swój cel w postaci zmuszenia dziecka do zrobienia czegoś.

Nie zmusimy natomiast dziecka do zaangażowania i chęci.
Dziecko zgodzi się wreszcie zrobić to co chcemy, bo cena dalszego oporu będzie zbyt wysoka.

A taką ceną może być poczucie bycia nieakceptowanym, niekochanym lub odrzuconym. Strach przed reakcją rodzica, strach przed przemocą fizyczną, psychiczną lub na przykład ośmieszeniem.

Taka pozorna zgoda dziecka na nasz plan, wynikająca z presji, to zgoda, która nas od dziecka oddala.

To zgoda, która zaspokaja nasze wyobrażenia, intencje i oczekiwania.

To zgoda będąca formą obrony.

To zgoda podszyta strachem.

Kim chcemy być dla naszych dzieci?

Pamiętam, jak moja Córka miała straszną awersję do jeżdżenia na rowerze. Nie chciała nawet o tym rozmawiać. Nie mówiąc już o jakichkolwiek próbach nauki. I pomimo tego, że była już w wieku, w którym większość dzieciaków na rowerze jeździ – ona twierdziła, że „rower jest głupi” i że „nigdy na niego nie wsiądzie”.

Przyczyną takiego stanu rzeczy był dziadek, który pomimo swoich najlepszych intencji nauczenia dziecka jeżdżenia na rowerze, nie rozumiał zupełnie czego dziecko potrzebuje i nie wiedział jak w tym całym rowerowym planie za kurtyną wyobrażeń i oczekiwań zauważyć swoją własną wnuczkę.

Stwierdził, że najwyższy już czas, żeby Ania nauczyła się jeździć, bo przecież inni jeżdżą i jak to tak może być, że „taka duża dziewczynka”, a jeszcze na rowerku nie umie? Toż to wstyd!

Rower stał się rzeczą, która podnosiła ciśnienie wszystkim dookoła. Stał się trigerem złości i frustracji.

Jeśli jakimś sposobem będziemy w stanie zauważyć tą dynamikę presji i oporu, możemy zadać sobie pytanie: „Kim chcemy być dla dziecka?”.

Czy chcemy być kimś, kogo dziecko się boi, czy kimś, za kim dziecko idzie?

Zaproś dzieciaka, a stanie się magia.

Jest wiele sposobów zaproszenia dziecka do aktywności. W moim przypadku najbardziej sprawdza się schemat:

Zauważenie – Utożsamienie – Przestrzeń.

W przypadku nieszczęsnego roweru zadziałało to tak:

„Aniu – widzę, że temat roweru wywołuje w Tobie złość. Widzę, że jest to dla Ciebie bardzo trudne. Słyszę, że nienawidzisz mówić o rowerze, patrzeć na niego i słuchać na temat nauki jazdy.”

„Wiesz… pamiętam, że jak byłem dzieckiem, panie w szkole zmuszały mnie do tego, żebym zjadał wszystko do końca pomimo, że często szkolne obiady mnie obrzydzały. Nienawidziłem zupy mlecznej, a musiałem ją jeść. Bałem się powiedzieć rodzicom, bo nie wiedziałem jak zareagują. Wiem jak jest to ciężkie, kiedy jesteś dzieckiem, ktoś Cię do czegoś zmusza, a Ty nie możesz się temu sprzeciwić!”

„Jazda na rowerze jest naprawdę spoko. Wiem, że teraz w ogóle tego nie czujesz i jeśli zdecydujesz się nigdy nie wsiąść na rower, to będę Cię kochał tak samo jak zawsze i będę Cię w tym wspierał. Chcę też żebyś wiedziała, że zawsze możesz zmienić zdanie i nie musisz mi się tłumaczyć dlaczego to zrobiłaś. I jeśli przyjdzie kiedyś taki dzień, że jednak zechcesz spróbować, to będę najszczęśliwszym tatą na świecie jeśli będę mógł się z Tobą pouczyć razem. Jesteś super!”

Od tej rozmowy, do momentu, w którym Ania zrobiła na rowerze sama swoje pierwsze kółko dookoła osiedlowego boiska minęło dokładnie 3 tygodnie.

To, co napisałem powyżej, nie jest złotym środkiem na każdy opór. To przykład tego, jak możemy z miłością, otwarciem i uważnością zaprosić nasze kochane dzieciaki do zaangażowania w rzeczy, w które zaangażować się warto.

Może Cię również zainteresować