„Małe problemy naszych dzieci”

Dzieci widzą świat zupełnie inaczej niż my.

„Niski” krawężnik jest dla nich wysokim krawężnikiem.

„Mała” porcja jedzenia może nie zmieścić im się w żołądku.

A „niewinna” sprzeczka z przyjaciółką w szkole może być czymś, przez co dziecko nie może spać i z czym samo nie da rady sobie poradzić.

Jakie „małe” problemy mogą mieć dzieciaki?

Jeśli nasze dziecko ma problem, bo najlepsza przyjaciółka obgaduje je za plecami.

Jeśli nasze dziecko ma problem, bo ktoś był lepszy w szkolnym konkursie lub w sportowych zawodach.

Jeśli nasze dziecko ma problem, bo ktoś mu dokucza w szkole.

Jeśli nasze dziecko ma problem, bo bardzo chce ubrać się na spotkanie ze znajomymi w coś, czego nie ma w szafie.

Jeśli nasze dziecko ma problem, bo czuje się traktowane gorzej niż młodsze rodzeństwo…

… to nie jest to mały problem!

Spójrzmy przez chwilę na świat oczami dziecka…

Moja przyjaciółka to jedyna osoba, która chce się ze mną bawić, której mogę zdradzić swój sekret, która wykazuje mi zainteresowanie, dzięki której czuję, że jestem wartościowa, która chce spędzać ze mną czas, przy której mogę być „niegrzeczna” i która już zawsze! przez całe życie taka będzie! Przecież tak to sobie obiecałyśmy…

Dlaczego on zawsze ma łatwiejsze pytania? Dlaczego mnie to ciągle spotyka? Teraz każdy mu będzie gratulować, bo wygrał. A ja co? Mnie nikt nie widzi! O mnie nikt nie będzie pamiętać. Nienawidzę go!

Boję się, że znowu ją spotkam… Pewnie jak zwykle będzie się śmiać z moich ubrań i przezywać mnie od dzidziusiów. A może nawet mnie nawet popchnie tak jak wczoraj… A co jeśli mnie uderzy i będzie bolało? Nie wiem co robić… Jestem słabsza i nie umiem się obronić. Nie chcę już chodzić do szkoły…

Wszyscy dziś pewnie będą ubrani po luzacku. A ja co? Pójdę jak łach? Na pewno zauważą, że nie mam luzackich ubrań i pomyślą, że mnie nie stać albo coś. Ale będzie wstyd… Tak bardzo chcę iść. Ale nie w tych szmatach! Dlaczego zawsze musi być tak, że ja jestem ten gorszy?! Nie idę! W dupie to mam!

Nienawidzę mojej siostry! Ciągle mi wszystko zabiera, a Mama jak zwykle mówi: „Daj jej, ona jest młodsza. Ona jeszcze nie rozumie”. Przecież ona zawsze będzie młodsza! Więc już zawsze będzie miała lepiej! To niesprawiedliwe! Mam nadzieję, że kiedyś się zgubi i wtedy wreszcie będzie tak jak dawniej…

Bez Więzi nie zmieni się nic…

Jeśli nasze dziecko ma problem, bo najlepsza przyjaciółka obgaduje je za plecami, to dawanie mu od razu dobrych rad, lub przekonywanie, że „takie jest życie” i że „i tak się pogodzicie jak zwykle”, nie zmieni nic…

Jeśli nasze dziecko ma problem, bo ktoś był lepszy w szkolnym konkursie lub w sportowych zawodach, to przekonywanie go, że „nic się nie stało”, że „następnym razem się uda” i że „to tylko jakiś głupi konkurs”, nie zmieni nic…

Jeśli nasze dziecko ma problem, bo ktoś mu dokucza w szkole, to dobre rady w stylu „następnym razem powiedz pani”, „nie zwracaj uwagi”, „nazwij ją tak samo”, lub „następnym razem możesz oddać”, nic nie zmienią…

Jeśli nasze dziecko ma problem, bo bardzo chce ubrać się na spotkanie ze znajomymi w coś, czego nie ma w szafie, to przekonywanie, że „ważne jest to, co ma się w środku” lub klasyczne „daj spokój, nikt nie zauważy”, nie zmieni nic…

Jeśli nasze dziecko ma problem, bo czuje się traktowane gorzej niż młodsze rodzeństwo, to przypominanie, że „Ty też kiedyś byłeś mały, nie pamiętasz?” lub, że „ona ma dopiero 3 latka! Tak zachowują się 3-latki. Musisz to zrozumieć” – nie zmieni nic…

… jedyne, co się stanie, to to, że nasze dziecko po raz kolejny utwierdzi się w przekonaniu,

że nie warto mówić nam o problemach,

że nie znajdzie w nas zrozumienia,

że nie znajdzie w nas ujścia emocji,

że będzie słuchać dobrych rad, których nie da się wdrożyć w życie,

że warto jednak będzie pójść ze swoim problemem gdzieś indziej

… najlepiej do kogoś z rówieśników.

„W rodzicielstwie ważniejsze jest nie to, co robię, tylko to, kim jestem dla dziecka” – Gordon Neufeld

Kiedy dziecko przychodzi do nas z czymś, co wydaje nam się „małym problemem”, to często jest tak, że jest to coś dla dziecka totalnie druzgocącego.

Jeśli faktycznie mamy na tyle szczęścia, że przychodzi z tym do nas, to nie po to, żeby słuchać kazań i dobrych rad. Dziecko przychodzi do nas…

Po zrozumienie,

Po uczucie bycia zauważonym,

Po empatię,

Po naszą mądrość (nie mylić z „dobrymi radami”),

Po poczucie bezpieczeństwa.

Dlatego warto zatrzymać się na chwilę i niezależnie od tego jakie mamy gotowe rozwiązania na „mały problem” i…

Odłożyć na bok wszystko, czym się aktualnie zajmujemy,

Okazać dziecku uwagę i uważność,

Jeśli dziecko jest na to gotowe – przytulić je, lub podejść bliżej,

Powiedzieć:

„Kurcze, rozumiem, że jesteś smutny. Wcale się nie dziwię, bo widzę jakie to dla Ciebie trudne. Inaczej nie byłbyś taki zły.”

To są właśnie słowa, które mogę (lecz nie muszą) otworzyć magiczne drzwi Więzi, przez które nasze kochane dziecko może nas wpuścić.

Dopiero wówczas może być czas na to, żeby dzieciakowi pomóc. Z czystą intencją, uważnością, miłością, zrozumieniem i świadomością tego, że dziecko nie jest miniaturową wersją dorosłego.

Że dziecko jest…dzieckiem.

Coś, co dla nas jest błahostką – dla dziecka może być końcem świata.

Może Cię również zainteresować