„Szacunek do starszych”

Długo rozmyślałem nad tematem „szacunku do starszych” zanim usiadłem do napisania tego tekstu. Nie chciałem szukać opinii na ten temat w Internecie.

Moim celem było przekazać to, co jest w stu procentach moje. Jako, że z dnia na dzień staram się zwracać co raz większą uwagę na to co mówię i na znaczenie słów, które wypowiadam, to „szacunek do starszych” znalazł się na topie listy zwrotów, których istotę starałem się pojąć.

Pewnie wielu z Was słyszało nie raz o tym, że „do starszych trzeba mieć szacunek”.

– „Mamo, a dlaczego ja muszę mówić pierwszy dzień dobry?”
– „To wyraz szacunku do starszych kochanie”

Bywa też bardziej dobitnie:
– „Ty gówniarzu! To się w głowie nie mieści! Zero szacunku do starszych!”

Zacząłem (całkiem niedawno) zastanawiać się skąd wzięło się to oczekiwanie. Dlaczego jest takie definitywne i dlaczego zdaje się w ogóle nie wołać o żadne wyjaśnienia w ramach dyskursu społecznego? Odnoszę wrażenie, że stała się to jedna z takich prawd objawionych, z którymi raczej się „nie dyskutuje”.

Tym bardziej, że ten „szacunek do starszych” ma raczej pozytywny wydźwięk i kojarzy się (przynajmniej mi się zawsze tak jakoś bezwiednie kojarzył) z pewnym rodzajem cnoty, oznaką „dobrego wychowania”…

I tak sobie myślę, że przecież w „szacunku do starszych” nie ma nic niewłaściwego. Ale gdzieś jest błąd. Coś mi nie grało.
Oświeciło mnie w chwili gdy uświadomiłem sobie, że to słowa same w sobie wywołują we mnie sprzeciw, ale kontekst i cel, w jakich są używane. Uważam, że jest to warte zastanowienia, przeanalizowania i przemyślenia, a może nawet zredefiniowania pojęcia „szacunku”.

Kiedy myślałem nad tym całym „szacunkiem do starszych”, w pewnym momencie odezwał się we mnie wewnętrzny głos:
„Jakim szacunku? Z jakiej kurwa racji? Niech sobie zasłużą! A co z szacunkiem dla młodszych?”

To był głos mojego wewnętrznego dziecka. Jestem tego w stu procentach pewien, ponieważ, po pierwsze, pomyślałem to odnosząc się do dorosłych w trzeciej, nie w pierwszej osobie, a po drugie, właśnie taka narracja obowiązywała w moim najbliższym otoczeniu gdy dorastałem.

Do starszych trzeba mieć „szacunek”. Nie wolno im przerywać, nie wolno przy nich mówić „brzydko”, trzeba być im wdzięcznym za to co „dla mnie” robią, trzeba przepraszać i wyrażać skruchę kiedy zrobiłem coś, co im się nie spodobało, trzeba ich słuchać, bo są bardziej doświadczeni życiowo, nie można o nich mówić źle, a już na pewno nie w ich obecności, nie można im „pyskować”, nie można od nich wymagać, nie można się z nimi nie zgadzać, no i, przede wszystkim… trzeba zjeść zupkę do końca, bo babci będzie przykro!

„No jedz! Babci nie kochasz? Babcia tak bardzo się starała dla Ciebie! Zupki nagotowała!”…

…Czy szacunek może w ogóle być czymś jednostronnym? Chodzi mi o niewymuszony szacunek. O! Właśnie! Czy szacunek może być czymś wymuszonym?Szacunek, tak jak miłość, podziw, nienawiść czy niechęć, nie może być czymś wymuszonym. Szacunek (choć ciężko mi go zdefiniować słowami), to jest coś, co wychodzi z wnętrza mnie. Z głębi tego kim jestem i jakie mam relacje z ludźmi i ze światem. Wreszcie – OCZEKIWANIE szacunku do starszych tylko dlatego, że są starsi, w moim odczuciu automatycznie implikuje brak szacunku dla młodszych. Albo przynajmniej to, że szacunek do młodszych jest czymś co można mieć, ale nie jest obowiązkowe.

Podejrzewam, choć pewności nie mam (nie jestem psychologiem), że takie obligatoryjne wymaganie od dzieci „szacunku do starszych”, w wielu wypadkach odbija się starszym czkawką. Jestem bardzo ciekaw jakie są źródła koncepcji „szacunku do starszych”. Jeśli miałbym strzelać, to obstawiałbym, że wywodzi się ona z kultur plemiennych, gdzie mądrość Starszyzny była czymś, co prowadziło młodszych członków plemienia przez życie. I w tej grze w przypuszczenia, wszedłbym „All in” stawiając na kartę, że ten rdzenny szacunek do Starszyzny, był szacunkiem odwzajemnionym. Czyli prawdziwym. Płynącym z głębi serca.

I gdybym miał sobie życzyć czegoś w związku z tym wszystkim, co napisałem powyżej, to byłby to świat, w którym nikt od nikogo szacunku nie wymaga. To świat w którym dorośli są dla dzieci tym, kim była Starszyzna dla młodzieży potrzebującej mądrości i wsparcia w uczeniu się życia. Może powinniśmy być dla młodszych (a szczególnie dla naszych kochanych dzieciaków) kimś, kto szacunku nie musi wymagać?
Tego życzę sobie i Wam.

Może Cię również zainteresować