Skąd się biorą przekonania u dzieci?

Czasami (może troszkę częściej niż czasami), zdarza się nam mówić w obecności dziecka rzeczy, które mogą w nim zakiełkować i urosnąć do miary silnych i głębokich przekonań. Są to rzeczy z pozoru błahe, niewinne i nieszkodliwe. Może to być jakiś żarcik lub zdanie rzucone „ot tak” – bez zastanowienia.

Niestety dzieci na pewnym etapie swojego rozwoju nie mają wykształconych mechanizmów percepcyjnych i analitycznych do tego, aby odróżnić pojedynczy przypadek od zasady.

Pamiętam jak w podstawówce, pewna Pani nauczycielka rzuciła przy jakiejś okazji, że „W lodach włoskich jest salmonella”, po czym w sposób bardzo sugestywny nakreśliła nam dramatyczne skutki spożycia takiej bakterii.

Od tamtej pory panicznie bałem się jeść lody włoskie. Jeszcze przez kilka dobrych lat byłem święcie przekonany, że w każdym lodzie włoskim kryje się niebezpieczna bakteria, po której będę cierpiał i płakał.

Mój dziecięcy umysł nie był w stanie zatrzymać się i stwierdzić: „Zaraz zaraz…, skąd Pani nauczycielka wzięła te informacje? Czy gdzieś to przeczytała? Czy ktoś jej powiedział? Czy zna wyniki badań? Jakie jest prawdopodobieństwo tego, że jak zjem włoskiego loda, to akurat właśnie w nim będzie salmonella?”

Nie wymagajmy od siebie stuprocentowej skuteczności, bo zwariujemy, ale warto jest być po prostu uważnym. Bo może stać się tak, że nieopatrznie zaszczepimy dziecku przekonania, których może się nie pozbyć nawet do końca życia.

Przekonania o własnej wartości, o życiu, o ludziach lub o świecie, w którym żyje.

Może Cię również zainteresować