Toksyczni bliscy

Jeśli babcia mojego dziecka wstydzi się gdy mój Mały Człowiek śpiewa w sklepie, to jest to jej wstyd – nie mój. Jeśli mój rodzic ma do mnie pretensję, że moje dziecko nie chce z nim rozmawiać, to jest to głęboka rana mojego rodzica – nie moja. Jeśli ktoś podczas rodzinnego spotkania przy stole mówi głośno o tym, że moje dziecko powinno być inne niż jest, to jest to przemoc – i nazywa się zawstydzaniem.

Szantaż, psychiczna przemoc, wchodzenie w rolę oprawcy, wciskanie w rolę ofiary – to niesamowicie skuteczne narzędzia, którymi, kosztem nas i naszych dzieci, niektórzy z naszych, tak zwanych „bliskich” próbują wypełnić swoje braki, zaleczyć swoje traumy, przykleić się jeszcze bardziej do swoich przekonań i zakrzyczeć swoje lęki.

Stanięcie do tego z podniesionym czołem, godnością i gotowością na konsekwencje jest czymś bardzo trudnym. Asertywne, ale nieagresywne stawianie granic swoim rodzicom, dziadkom, kuzynom czy rodzeństwu to w wielu przypadkach sport ekstremalny. Ale taka bywa właśnie cena bycia dorosłym. Dorosłym rodzicem, który zawsze stoi po stronie swojej i swojego dziecka.

I mimo to, że jest to tak trudne, to zawsze warto. Bo jeśli nie staniemy do tego odważnie i nie spojrzymy temu w oczy, to któregoś dnia możemy obudzić się ze świadomością, że przeżyliśmy większość naszego życia jako ofiary, a nasze dorosłe już dzieci, to ludzie ukształtowani nie przez nas, a przez ludzi, którzy sami nigdy nie radzili sobie z własnym życiem.

Może Cię również zainteresować