Czego nas nie uczą?

Ucząc się wczoraj z moją 10-letnią córką do testu z przyrody dowiedziałem się wielu ciekawych rzeczy. Na przykład tego, że w naszych łazienkach dobrze się czuje rybik cukrowy, w suchych, ciepłych kuchniach żyją karaczany prusaki, wołki zbożowe i mkliki mączne. Razem z moją 4-klasistką uczyliśmy się też o ciekawostkach z życia mola włosienniczka i kątnika domowego. I tak oto studiując ciekawostki o życiu tych małych stworzeń, jak zwykle przy takich okazjach naszła mnie refleksja o tym czego szkoła uczy, a czego nie.

Marzy mi się taka szkoła, która uczyłaby nasze kochane dzieciaki o emocjach, podstawach psychologii człowieka, komunikacji i współpracy między ludźmi. Szkoła, w której Mali Ludzie mogliby nauczyć się podstaw ekonomii, oszczędzania, inwestowania i szacowania ryzyka. Dzieciaki mogłyby się tam dowiedzieć jak efektywnie szukać informacji w Internecie, jak odróżniać prawdę od fake newsów i dowiadywać się o najnowszych technologiach. Szkoła, w której mogłyby adekwatnie do wieku poznać sposoby rozwiązywania konfliktów w relacjach czy chociażby tego jak dbać o siebie i swoje zdrowie.

I pewnie, że najlepiej byłoby wiedzieć wszystko. Problem w tym, że mózgi naszych Małych Ludzi mają bardzo ograniczoną pojemność. A informacje zapisane w szkole na ich twardych dyskach będą narzędziem naszych dzieci do radzenia sobie w życiu.

Może Cię również zainteresować